Nikon D4 Jan28

Tags

Related Posts

Share This

Nikon D4

W zeszłym tygodniu Nikon Polska zaprosił mnie na prezentację aparatu Nikon D4, która odbyła się w Studiu Bank w Warszawie. Zaglądnąłem na chwilę by zobaczyć o co tyle szumu w internecie. Istniała możliwość podpięcia różnych obiektywów (Zeiss i Nikon), więc poprosiłem o Distagona 35mm.

Sam aparat wielkościowo zbliżony jest do Canona 1D. Ma wbudowany battery grip i tu pojawia się mały problem z follow focusem, bo obiektyw leży wysoko i niektóre ff nie sięgną go. Tak na szybko porównałem obrazek z Canona 5D Mark II i jasność w obu jest podobna. Ciężko powiedzieć jak sobie radzi z szumami. By to sprawdzić trzeba by porobić testy. Specjalistycznych prób nie trzeba robić by przekonać się, że efekt Rolling Shutter wciąż jest. Szybkie, choć nie energiczne ruchy aparatem powodują, że linie pionowe przestają być pionowe.

Aparat ma dwa mikrofony – jeden z tyłu do nagrywania komentarzy fotografa, a drugi od frontu, który uruchamia się podczas nagrywania filmu.

Przycisk REC jest w dwóch miejscach – tuż obok spustu i… sam spust. Szkoda, że Nikon nie umiejscowił czerwonego guzika np. z tyłu aparatu. Ponieważ możemy startować i zatrzymywać nagrywanie spustem, istnieje możliwość takiego samego sterowania poprzez pilota podpiętego do aparatu.

W aparacie mamy podstawowe opcje filmowe:

Brakuje opcji 1920×1080 50/60 kl./s. Slow motion zrobimy tylko w jakości 720p.

Trzy ostatnie opcje pozwalają na wycięcie obrazka 1920×1080 z matrycy, co daje nam przybliżenie 2.7 raza a obrazek wciąż jest w jakości HD. Super sprawa jeśli filmujemy jednym obiektywem, a potrzebujemy zmiany ogniskowej, by materiał nam się dobrze montował.

Audio – wskaźniki poziomu audio widoczne są podczas rejestrowania filmu – mądre rozwiązanie.

Jeszcze kilka rzeczy podoba mi się w tym aparacie. Pierwsza to oczywiście wyjście słuchawkowe.

Możliwość zapisu materiału na dwóch kartach pamięci – w sumie to szkoda, że na dwa różne rodzaje – CF i XQD. Ciekawe czy można uruchomić zapis na dwóch jednocześnie.

Niekwestionowany plus to oczywiście czyste wyjście HDMI – podpinając zewnętrzny rekorder np. AJA Ki Pro Mini lub Atmos Ninja, ominiemy skompresowany kodek aparatu. Na prezentacji pokazano także możliwość bezporzewodowego sterowania aparatem poprzez Wifi. Wpinamy z boku nadajnik i uruchamiamy aplikację na iPadzie lub iPhonie.

Podgląd jest w jakości VGA (mało), z minimalnym opóźnieniem i brakiem płynności ruchu. Podobno można sterować aparat z 18 metrów. Właściwie możemy kontrolować wszystko – ostrość, przysłonę, ISO, nagrywanie. Dogodny gadżet do pracy np. na kranie lub steadicamie.

Podsumowując krótki i niezbyt zażyły kontakt z D4, to muszę stwierdzić, że aparat ma sporo opcji kamerowych, ale powalony na kolana nie jestem. Być może, dlatego że sam kamerę posiadam. Czysty sygnał HDMI, pełna klatka, pixel crop oraz wyjście słuchawkowe to bezapelacyjnie podstawowe atuty tego aparatu. Myślę, że dzięki temu podobne rozwiązania szybko pojawią się w innych lustrzankach. Jednak, żeby ocenić D4 rzeczowo należałoby się nim pobawić co najmniej przez tydzień i zobaczyć efekty na ekranie. Warto przypomnieć, że cena D4 nie jest zbytnio zachęcająca, bo prawie na poziomie kamery Sony FS100.