Polska stabilizacja BeSteady

WP_000160

 W 1973 roku Garret Brown, amerykański konstruktor i operator wymyślił Steadicam, co zrewolucjonizowało podejście do pracy z kamerą w filmie. Od tego czasu może ona pływać tak wysublimowanie, że zapominamy o istnieniu operatora i całej technologii.  Dzięki multikopterom pionowego startu, w których użyto technologię żyroskopową, stabilne zdjęcia z powietrza to już dzisiaj standard. Od jakiegoś czasu te dwa rozwiązania – steadicam i żyroskopia – zaczęły się powoli przenikać.

Operatorzy zapragnęli urządzeń, które podczas pracy na ziemi, osiągałyby taką płynność jak te w powietrzu. W końcu coś ruszyło. Przed tegorocznymi targami w Las Vegas, Vincent Laforet, od którego rozpoczęła się rewolucja DSLR, ogłosił kolejną część tej rewolucji. Zaznaczył, że tym razem bohaterem nie będzie kamera. Po kilka dniach wszystko stało się jasne. Laforet przedstawił światu MōVI firmy Freefly , czyli system stabilizacyjny, który wykorzystuje technologię żyroskopową. Dzięki niemu można osiągnąć zdecydowanie lepsze i bardziej zaawansowane efekty niż steadicamem. Właściwie jest to połączenie możliwości slidera, steadicama, jiba i riga, choć jednocześnie nie oznacza to końca tych urządzeń. Oto przykład możliwości  MōVI M10:

Dostajemy więc świetne urządzenie, które można zastosować podczas jazdy samochodem, w helikopterze, jadąc na rolkach, biegnąc itp, ale zdecydowanie wygodniejsze niż standardowy steadicam. Dostępne będą dwa rodzaje stabilizatorów MōVI, w zależności od udźwigu – M10 dla większych kamer oraz M5 dla mniejszych. Cena za M10 to $15000 a M5 będzie kosztować $7500. Dosyć astronomiczne sumy. Szybko w sieci pojawiły się więc komentarze, że producent wymaga od naszych portfeli zdecydowanie za dużo, bo technologia którą użył nie jest bardzo zaawansowana i niedostępna. Okazało się to bardzo celne.

Na podobny pomysł co firma FreeFly, mniej więcej w tym samy czasie wpadło kilku Polaków, którzy na co dzień realizują filmy z powietrza za pomocą wielowirnikowych platform. – Pierwotnie zakładaliśmy budowę stabilizacji do wielowirnikowca, do przenoszenia kamer formatu NEX, GH1/2/3 lub Canon 5D – tlumaczy Max Salamanowicz główny pomysłodawca firmy Flite  – Znajomi filmowcy jednak byli zaciekawieni testami polegającymi na “chodzeniu” ze stabilizatorami i zaproponowali nam szturm na rynek z produktem “naziemnym”. Trochę badań i eksperymentów i po upływie dwóch miesięcy mieliśmy prototyp do przenoszenia w ręku. Ze względu na NAB i premierę świetnego Movi z FreeFly postanowiliśmy szybko wrzucić podsumowanie z dotychczasowych prac. 

Filmik został wykonany prototypem stabilizacji i ostateczna wersja będzie inna pod względem konstrukcyjnym, chociaż filozofia działania urządzenia pozostanie. Prototyp widoczny na filmie jest wczesną wersją z okrojoną funkcjonalnością, pozbawioną stabilizacji trzeciej osi i systemu antywibracyjnego. Całość finalnego urządzenia budowana jest w oparciu o anodowane aluminium lotnicze i elementy węglowe. Moduł elektroniczny oraz oprogramowanie jest tworzone przez Aleksieja Moskalenko, a cała reszta to produkt Flite.pl z Polski oraz FunFlyCam z Teneryfy.

Stabilizator od początku planowany jest jako narzędzie, które mogą obsługiwać dwie osoby lub jedna. W przypadku pracy samego operatora będzie to podobne do korzystania ze Steadicamu. Pełna funkcjonalność będzie dostępna dla dwóch operatorów – jeden przenosi urządzenie z kamerą, a drugi kontroluje kadr za pomocą zdalnego sterowania i podglądu. Producenci planują wprowadzenie do sprzedaży dwóch modeli BeSteady One (dla aparatów i kamer) oraz BeSteady Four , który będzie współpracował z RED’em i innymi kamerami.  BeSteady One będzie ważył 1-2kg (prototyp waży 1kg), a Four 2kg. Produkt w założeniu ma być modularny, co pozwoli np. na powieszenie go pod wielowirnikowca, zamocowanie na kran, jak i korzystanie z uchwytu do rąk czy też z jednej górnej rączki.

SONY DSC

Prototypujemy różne metody sterowania. Aktualnie dwie, o których mogę powiedzieć, to zapożyczona technologia RC, czyli aparatura radiowa wyposażona w dwa drążki sterujące i szereg przełączników umożliwiających zdalną modyfikację ustawień oraz sterowanie ruchami głowy za pomocą tzw. “headtrackera”, bardzo naturalna, na razie eksperymentalna – nie wiemy czy będzie docelowo stosowana, dostępna tylko w przypadku korzystania z tzw. gogli wideo (na filmie szefowa miała na głowie właśnie to urządzenie) – tłumaczy Max Salamanowicz. Poza goglami wideo dostępne będą standardowe monitory TvLogic lub inne alternatywne. – Podgląd na razie testujemy w dwóch wersjach: jakości SD, analogowy  oraz dużo droższą opcję HD bez kompresji. Druga opcja niestety oprócz ceny ma bardziej ograniczony zasięg. Sterowanie w przestrzeni otwartej działa na dystansie 3 km. W przestrzeni zabudowanej zasięg jest dużo większy od sieci WiFi. Sterowanie wielokrotnie przewyższa zasięgiem możliwości transmisji wizji.

Producenci udoskonalają prototyp o zaplanowane funkcje, będą uruchomiać i prezentować trzecią oś. Faza projektowo-badawcza osiągnęła końcowy etap i i w ciągu najbliższych dwóch miesięcy rozpocznie się produkcja oraz sprzedaż. – Nie mamy ostatecznie zaplanowanej polityki cenowej. Na pewno będzie to kilka razy mniej niż urządzenie FreeFly – zapewnia Max Salamanowicz, który obok  Jacka Iwańca jest autorem projektu BeSteady.

Podobno niezależnie od firmy Flite nad podobnym rozwiązanie pracuje jeszcze kilka innych. Oto przykład jednego z takich urządzeń:

Bardzo się cieszę, że w Polsce powstają podobne urządzenia do MoVI. Mam nawet nadzieję, że będą lepsze i tańsze. Czy to będzie rewolucja, o której wspominał Laforet? Raczej wątpie. Urządzenia te “tylko” usprawnią pracę operatorów. Trzeba pamiętać, że niestabilne, chaotyczne i rozedrgane zdjęcia też mają swoją siłę. Nie zawsze sprawdzą się piękne i stabilne ujęcia. Wszystko zależy od historii, którą chcemy opowiedzieć.